Planowanie
Kolorowy dym przy wyjściu z kościoła: co ustalić z parafią i fotografem
Najbardziej fotogeniczny moment całego wesela trwa dwadzieścia sekund. Co zapytać księdza, gdzie ustawić miny przy kościele i jak zgrać to z fotografem.
Wyjście z kościoła to najbardziej fotogeniczny moment całego dnia i jednocześnie najkrótszy. Para pojawia się w drzwiach, goście rzucają ryż, ktoś krzyczy „gorzko", i po dwudziestu sekundach jest po wszystkim.
Kolorowy dym w tym momencie działa świetnie - ale wymaga załatwienia trzech rzeczy, których nikt nie załatwia, dopóki nie jest za późno.
1. Zgoda parafii, nie przepisy
Tu jest najczęstsze nieporozumienie. Prawo pirotechniczne nie stoi Wam na drodze. Miny dymne to kategoria F2, którą może użyć każda osoba pełnoletnia bez uprawnień i bez zgłoszeń.
Problemem jest właściciel terenu, a plac wokół kościoła prawie zawsze należy do parafii. Decyduje więc proboszcz, i to na zasadach, które sam ustala.
Jak pytać, żeby dostać odpowiedź:
- Pytajcie wcześnie, przy ustalaniu daty ślubu, a nie tydzień przed.
- Nazwijcie rzecz po imieniu: „kolorowy dym, ten sam, co na zdjęciach ślubnych - bez huku i bez ognia". Słowo „pirotechnika" uruchamia skojarzenia z petardami i zwykle kończy rozmowę.
- Poproście o odpowiedź mailem. Nie dlatego, że ktoś kłamie, tylko dlatego, że proboszcz może się zmienić, a wikary pamiętać inaczej.
- Zapytajcie o sprzątanie. Miny zostawiają tuleje; jeśli obiecacie je zabrać, rozmowa idzie łatwiej.
Jeśli usłyszycie „nie", nie walczcie. Przenieście efekt na parking, wyjazd sprzed kościoła albo pierwszy przystanek sesji - to i tak są lepsze kadry, bo jest więcej miejsca.
2. Miejsce: szpaler, nie wachlarz
Przy kościele rzadko jest dwanaście metrów wolnej szerokości, a prawie nigdy nie ma jej bez gałęzi nad głową. Dlatego klasyczny wachlarz tu nie działa.
Sprawdza się szpaler: miny w dwóch równoległych rzędach po obu stronach drogi, którą idzie para. Buduje korytarz koloru, przez który para przechodzi - i to jest kadr z ruchem, nie pozowany.
Czego szukać przy oględzinach terenu, najlepiej tydzień wcześniej:
- Prosty odcinek minimum 15 metrów od drzwi w stronę bramy.
- Nic nad głową: gałęzie, kable trakcyjne, przewody, zadaszenie wejścia.
- Osiem metrów od gości, którzy przy kościele stoją gęsto i blisko. To zwykle najtrudniejszy warunek.
- Twarde, niepalne podłoże pod minami, zwłaszcza jeśli bierzecie wersję z opadającymi flarami.
- Kierunek wiatru względem wejścia - jeśli wieje prosto w drzwi, dym wejdzie do kościoła.
Ten ostatni punkt brzmi drobiazgowo, dopóki nie zobaczycie zakrystii pełnej różowego dymu.
3. Zgranie z fotografem
Cały efekt trwa krócej, niż zajmuje przeczytanie tego akapitu. Wystrzał to sekunda, najlepszy kadr wypada między drugą a czwartą sekundą, po kilkunastu dym zaczyna opadać.
Co ustalić z fotografem dzień wcześniej:
Kto daje sygnał. Ktoś musi powiedzieć „teraz". Zwykle najlepiej fotograf, bo tylko on widzi, czy para jest w kadrze. Osoba przy zapalarce patrzy na niego, nie na drzwi.
Gdzie stoi fotograf. Tyłem do wiatru, przodem do pary, z całym szpalerem w kadrze. Jeśli musi się cofnąć o pięć metrów, lepiej wiedzieć o tym wcześniej.
Seria, nie pojedyncze zdjęcie. Pojedynczy strzał prawie zawsze wypada za wcześnie albo za późno.
Drugie podejście. Przy dziewięciu minach można odpalić szpaler w dwóch turach - sześć min przy wyjściu, trzy na sesji. Warto to zaplanować, zamiast zużywać wszystko naraz.
Kto naciska przycisk
Nie Wy - Wy jesteście w kadrze. Najlepiej świadek albo ktoś z rodziny, kto rozumie, że to jedno zadanie na cały dzień.
Warunki są dwa: osoba pełnoletnia i trzeźwa. Przy wyjściu z kościoła to jeszcze nie problem, ale przy wieczornych ujęciach bywa.
Instrukcja obsługi zapalarki to jedna kartka i jeden przycisk. Pokazujemy to przy odbiorze; nauka zajmuje dziesięć minut.
Krótka lista przed wyjściem
- Zgoda parafii - mailem, z wyprzedzeniem.
- Oględziny terenu tydzień wcześniej, z odmierzeniem odległości.
- Szpaler rozstawiony i podpięty przed rozpoczęciem ceremonii.
- Sprawdzenie wiatru garścią trawy tuż przed wyjściem pary.
- Ustalone, kto daje sygnał i kto naciska przycisk.
- Goście za fotografem, nie po bokach szpaleru.
- Worek na tuleje - obiecaliście proboszczowi, że posprzątacie.
Jeśli to brzmi jak dużo, to dlatego, że opisujemy wszystko. W praktyce to jedna rozmowa z księdzem, jeden spacer po placu i jedna rozmowa z fotografem.
Sprawdźcie, czy Wasz termin jest wolny, a resztę ustalimy przy odbiorze.
Krótkie odpowiedzi
Czy można odpalić kolorowy dym przy kościele?
Teren wokół kościoła zwykle należy do parafii, więc decyduje proboszcz - nie prawo pirotechniczne. Zapytajcie wprost i najlepiej mailem. Jeśli parafia się nie zgadza, alternatywą jest odpalenie dymu poza jej terenem, na przykład na parkingu lub przy samochodzie.
Ile czasu ma fotograf na zdjęcia z dymem przy wyjściu z kościoła?
Około dwudziestu sekund. Wystrzał trwa sekundę, najlepszy kadr wypada między drugą a czwartą sekundą, a po kilkunastu dym zaczyna opadać. Dlatego fotograf musi stać na pozycji zanim para wyjdzie, a nie szukać jej po odpaleniu.
Gdzie ustawić miny dymne przy wyjściu z kościoła?
W dwóch rzędach po bokach drogi, którą idzie para, czyli w układzie szpaleru - nie w wachlarzu, bo przy kościele rzadko jest na niego miejsce. Minimum 8 metrów od gości i z dala od fasady, drzew i kabli.